Podziemni magicy

Grzyby rządzą światem. Oczyszczają środowisko z pestycydów, zabijają pasożyty i bakterie.

Jesienią jest ich pełno. Prawdziwki, podgrzybki, kurki, maślaki – to te jadalne, najsmaczniejsze. Ale na świecie żyje 6 milionów gatunków grzybów o równie bezcennych dla człowieka właściwościach. Do czego zdolne są te organizmy, odkrył niedawno Paul Stamets, amerykański mykolog (specjalista od grzybów) i redaktor pisma „The International Journal of Medicinal Mushrooms”. Uczony twierdzi, że grzyby pełnią niezwykłą rolę: oczyszczają środowisko z wszelkich trucizn i zanieczyszczeń, zabijają pasożyty i chorobotwórcze bakterie. Mogą też ochronić świat przed globalnym ociepleniem klimatu. A to dlatego, że potrafią pochłaniać dwutlenek węgla.

Według Paula Stametsa dla każdej toksycznej substancji istnieje grzyb, który ją zniszczy. Uczony wysnuł tę hipotezę, obserwując sposób, w jaki grzybnia się odżywia. Jej komórki wytwarzają bowiem liczne enzymy i kwasy, które przetwarzają substancje budujące tkanki roślin – zamieniają ligninę i celulozę w cukry stanowiące pokarm dla grzyba. To skomplikowany proces, bo lignina i celuloza złożone są z długich łańcuchów węgla i wodoru. Jak się okazuje, podobne łańcuchy pierwiastków stanowią podstawową strukturę ropy naftowej, pestycydów i innych toksycznych chemikaliów. Dlatego Stamets stwierdził, że grzyby będą potrafiły rozkładać szkodliwe dla środowiska substancje.

Spośród różnych gatunków grzybów najlepsze w niszczeniu trujących chemikaliów okazały się boczniaki ostrygowate, obrastające pnie drzew. Oczyszczają plamy ropy, usuwając ponad 97 proc. toksycznych związków chemicznych: wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne oraz alkany, które zatruwają glebę. Stamets doszedł do takich wniosków po serii eksperymentów prowadzonych wraz z grupą naukowców z Battelle Laboratories w Bellingham w stanie Waszyngton. Na parkingu uczeni usypali cztery kopce ziemi zatrute ropą naftową i benzyną. Jeden z nich próbowano oczyścić hodowanymi w tym celu bakteriami, drugi – enzymami roślinnymi, trzeci pozostawiono bez ingerencji, a na czwartym stosie Stamets położyłżywą grzybnię boczniaków ostrygowatych. Następnie kopce zostały zasłonięte plandekami. Po czterech tygodniach naukowcy odsłonili je. Trzy były czarne i pachniały intensywnie ropą. Natomiast widok czwartego kopca, porośniętego grzybami, zdumiał uczonych. Wystawały z niego talerze jasnożółtych boczniaków o średnicy 30 cm. Gdy je przebadano, okazało się, że nie są zatrute – nie miały w sobie ani grama związków chemicznych budujących ropę. Grzybnia przerobiła budujące ropę węglowodory w węglowodany, a więc w cukry stanowiące składniki odżywcze dla grzybów.

Po ośmiu tygodniach eksperymentugrzyby zgniły, a na kopcu pojawiło się wiele zwabionych zapachem rozkładu much i innych owadów. Gdy owady złożyły jaja,z których wykluły się larwy, na kopiec przyleciały ptaki. Te zaś w odchodach rozsiały nasiona różnych roślin. W ten sposób stoszatrutej ropą ziemi po kilku tygodniach zamienił się w oazę życia. Pod koniec eksperymentu, czyli po 12 tygodniach, badacze przeanalizowali skład chemiczny gleby z kopca. Była zupełnie pozbawiona toksyn.

Aby wykorzystać odtruwające zdolności grzybów, Stamets wpadł na pomysł stworzenia filtrujących worków wypełnionych grzybnią i szczątkami roślin. Worki te doskonale zapobiegają zatruwaniu rzek i jezior, ponieważ za pomocą odpowiednich enzymów rozkładają bogate w fosfor pestycydy i nawozy spływające z okolicznych pól uprawnych, zanim chemikalia trafią do zbiorników wodnych. Worki można także rozłożyć obok fabryki wyrzucającej toksyczne rozpuszczalniki.

W zaciekłym oczyszczaniu świata grzyby czasami atakują też inne organizmy, np. bakterie. Są takie jak pierścieniak Strophariarugoso-annulata, którego grzybnia rozrastając się, wytwarza całą rzeszę cząsteczek o strukturze kryształków. Te piramidalne struktury przyciągają do siebie różne bakterie, między innymi chorobotwórcze pałeczki okrężnicy Escherichia coli, i paraliżują je. Następnie rosnąca grzybnia pożera bakterie i w ten sposób usuwa je ze środowiska.

Grzyby są zabójcze także w stosunku do wirusów. Jak pokazują badania przeprowadzone przez Paula Stametsa, grzyb pniarek lekarski Fomitopsis officinalis, porastający modrzewie, który sporadycznie występuje także w Polsce, na przykład w Górach Świętokrzyskich, wytwarza związki niszczące wirusy ospy oraz grypy, w tym wirus H5N1 wywołujący ptasią grypę. Natomiast żagiew okółkowa Polyporus umbellata hamuje rozwój pierwotniaka zarodźca sierpowego, wywołującego najgroźniejszą odmianę malarii.

Grzyby wydają się inteligentnymi organizmami. Na przykład Cordyceps lloydii rosnący w Kostaryce wybiera sobie na ofiary mrówki. Gdy dostanie się do organizmu owada, zmusza go do wejścia na czubek drzewa za pomocą niezidentyfikowanych jeszcze przez naukowców substancji chemicznych. Mrówka wdrapuje się na najwyższy liść, gryzie go i w tej samej chwili umiera, ponieważ grzybnia – niczym obcy z horroru o takim tytule – rozrasta się we wnętrzu owada i zabija od środka. Z ciała mrówki wyrasta owocnik grzyba z zarodnią. Gdy zawieje wiatr, zarodniki rozprzestrzeniają się na duże odległości. To celowe działanie grzybni. Jeśli bowiem zakażony owad nie wszedłby tak wysoko, lecz został na ziemi, zarodniki grzyba nie rozniosłyby się daleko.

Z tego powodu właśnie ten gatunek grzyba oraz kilka innych, jak Metarhiziumanisopliae, mogą być wykorzystywane jako środki owadobójcze. Jednak aby stosować je do walki z mrówkami faraona czy termitami, Paul Stamets musiał nieco zmodyfikować ich grzybnię. Owady nie są bowiem głupie i nie dają się łatwo zarazić. Wyczuwają zarodniki grzybów po zapachu, a jeśli któryś osobnik stanie się ich nosicielem, nie zostanie wpuszczony do kolonii. W ten sposób społeczność broni się przed zagładą. Dlatego Stamets stworzył w laboratorium grzybnię, która przez długi czas nie produkuje zarodników.

Okazało się, że przyciąga ona owady,bo wytwarza przyjemne dla nich związkichemiczne. Jednocześnie jednak stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Gdy owady zjedzą choćby niewielki jej kawałek, grzybnia zabije je od środka. Najpierw mumifikuje owada, a potem wypuszcza z jego martwego ciała owocniki z zarodniami. Takie grzybowe środki owadobójcze są całkowicie bezpieczne dla ludzi i można je stosować zamiast pestycydów – zapewnia uczony.

Oby tylko jednak nie wymknęły się spod kontroli.

 

NEWSWEEK POLSKA
MAGDALENA FRENDNER – MAJEWSKA
„PODZIEMNI MAGICY”